Powiedziałem rodzinie, że w tym roku nie robię już u nas wszystkich świąt. Teraz siedzę sam w aucie pod blokiem i nie wiem, czy naprawdę postawiłem granicę, czy po prostu rozwaliłem coś, czego nie da się łatwo posklejać

Powiedziałem rodzinie, że w tym roku nie robię już u nas wszystkich świąt. Teraz siedzę sam w aucie pod blokiem i nie wiem, czy naprawdę postawiłem granicę, czy po prostu rozwaliłem coś, czego nie da się łatwo posklejać

Kiedy pierwszy raz odmówiłem „dla świętego spokoju”, usłyszałem, że się zmieniłem i że rodzina już nie może na mnie liczyć. A ja naprawdę nie chciałem nikogo skrzywdzić — tylko przestać znikać we własnym domu. 😔🏠
Jeśli chcecie wiedzieć, co padło przy stole i dlaczego do dziś mam z tym zgrzyt, przeczytajcie historię niżej 👇

Teściowa powiedziała, że moja żona „nigdy nie była z naszej rodziny”. Wtedy zrobiłem coś, co do dziś dzieli nam dom

Teściowa powiedziała, że moja żona „nigdy nie była z naszej rodziny”. Wtedy zrobiłem coś, co do dziś dzieli nam dom

Po kolejnej rodzinnej imprezie usłyszałem zdanie, którego nie da się tak po prostu „puścić mimo uszu”. Chciałem ratować spokój i zasady, ale chyba jeszcze bardziej pogłębiłem ten podział 😔🏠💬
Jeśli też mieliście kiedyś dylemat między lojalnością wobec rodziny a zwykłą ludzką granicą, przeczytajcie, co było dalej poniżej 👇

„Powiedziałem żonie, że albo przestaniemy jeździć do jej rodziców na każde święta, albo ja w końcu pęknę”

„Powiedziałem żonie, że albo przestaniemy jeździć do jej rodziców na każde święta, albo ja w końcu pęknę”

Miałem tylko wytrzymać „dla świętego spokoju”, ale z roku na rok czułem się w ich domu jak ktoś obcy, mimo że dawałem z siebie wszystko. Kiedy w końcu postawiłem granicę, żona spojrzała na mnie tak, jakbym to ja rozwalał rodzinę… 😔🏠
Jak myślicie, powinienem dalej zaciskać zęby dla jedności, czy odpuścić i ratować własny spokój? 👇