Przestańcie wierzyć w bajki o piramidach

Słuchajcie, ostatnio wpadłem na taką rozkminę: czy wy naprawdę wierzycie w to, co wam wmawiają o tych piramidach w Gizie, czy po prostu wygodniej jest kiwnąć głową i udawać, że wszystko gra?

Bo ja tam od lat patrzę na te wszystkie „oczywiste” wyjaśnienia i im dłużej na to patrzę, tym bardziej mi się to wszystko rozjeżdża. No weźmy taką Wielką Piramidę. Oficjalna wersja jest taka: faraon Cheops, 27 lat panowania, armia robotników i cyk – stoi. Brzmii logicznie, nie? No właśnie tutaj zaczynają się schody. Jakbyś chciał postawić taki dom w takim czasie, to musiałbyś kłaść blok wagi nawet 15 ton co trzy minuty. Co trzy minuty! Ja jak muszę w sobotę wnieść do mieszkania nową pralkę z kumplem, to po piętnastu minutach obaj ledwo dyszymy i kłócimy się, kto ma trzymać dół. A tu mamy tempo, przy którym dzisiejsze ekipy budowlane z najnowocześniejszym sprzętem dostałyby zawału.

I teraz najciekawsze. Od dekad ci wszyscy mądrzy ludzie kłócą się o to, jak oni to w ogóle wciągnęli na górę. Najpierw wyskoczyli z tymi rampami zewnętrznymi. No super, tylko że jak szukasz tych ramp w ziemi, to ich nie ma. No nie ma, po prostu nie ma. To tak, jakbyś przyszedł do mnie i powiedział, że wczoraj w garażu budowałeś wielką altanę z betonu, ale po wszystkim wszystko posprzątałeś tak idealnie, że nie został ani jeden odprysk, ani jedna plama cementu na podjeździe. No nie kupuję tego. Chłopaki, bądźmy realistami – przy takiej skali budowy zostaje syf, zostają ślady, zostaje coś, co widać w ziemi.

Potem weszły komputery. Teraz jest nowa moda na „modele matematyczne”. Ktoś usiadł przed monitorem, poklikał i wyszło mu, że pewnie były jakieś wewnętrzne rampy spiralne. Cztery naraz, żeby zdążyć z tymi trzema minutami na blok. I teraz uważajcie: to jest „matematycznie prawdopodobne”. Słowo klucz. To znaczy, że w programie komputerowym to działa. Ale czy ktoś to widział w kamieniu? Czy ktoś znalazł fizyczny dowód na rogach piramidy, że to tam było? No właśnie nie.

To jest dokładnie to, co mnie najbardziej irytuje w dzisiejszym podejściu do wiedzy. Ludzie z taką pewnością siebie powtarzają rzeczy, których sami nie potrafią wyjaśnić bez użycia magicznego słowa „symulacja”. To jest jak z naprawą starego diesla – jeden mechanik mówi ci, że „według instrukcji w komputerze” wtryski są sprawne, a ty stoisz przy aucie, widzisz, że kopci na czarno i silnik rzęzi, ale on ci wmawia, że komputer się nie myli. No przecież to jest absurd.

Zauważcie, że większość z was pewnie teraz myśli: „No tak, ale przecież naukowcy to badają, oni wiedzą lepiej”. I to jest właśnie ten punkt, w którym mnie nudzi ta cała rozmowa. Ta pewność, z jaką przyjmuje się te teorie, jest kompletnie nieproporcjonalna do dowodów, które mamy w ręku. Mamy albo brak dowodów na rampy zewnętrzne, albo „matematyczne prawdopodobieństwo” ramp wewnętrznych. A między tymi dwiema opcjami jest wielka dziura, którą zakleja się autorytetem kogoś w białym kitlu albo z tytułem przed nazwiskiem.

Dla mnie to wygląda tak: albo ten cały harmonogram 27 lat jest wzięty z sufitu, albo my kompletnie nie mamy pojęcia, jak ci ludzie naprawdę pracowali. Ale nie, nie możemy tego przyznać. Musimy mieć „model”. Musimy mieć odpowiedź, nawet jeśli ta odpowiedź opiera się na tym, co wyszło z kalkulatora, a nie na tym, co widać gołym okiem w kamieniu.

To jest fascynujące, jak bardzo boimy się przyznać, że czegoś nie wiemy. Wolimy powtarzać te same, dziurawe schematy, bo tak jest bezpieczniej. Bo jak powiesz, że coś tu nie gra, to zaraz ktoś ci wyskoczy z wykładem o „zaawansowanej inżynierii starożytnych”. Tylko że ja nie szukam żadnych tajemnych stowarzyszeń ani kosmitów. Ja po prostu patrzę na fakty: tempo pracy jest nierealne, dowodów fizycznych brak, a jedyne, co mamy, to symulacje komputerowe, które mają nam zastąpić wzrok.

Siedzi w tym jakiś głębszy problem, ale większość ludzi woli po prostu wierzyć w to, co im napisali w podręczniku, nawet jeśli ten podręcznik przeczy zdrowemu rozsądkowi. Bo przecież „eksperci tak mówią”. No tak, bo jak coś jest „prawdopodobne matematycznie”, to nagle przestaje być dziwne, że nie ma na to żadnego fizycznego dowodu.

Skoro więc te wszystkie wyliczenia są tak niepodważalne, a modele komputerowe tak precyzyjne, to dlaczego wciąż nie potraficie wskazać jednego, konkretnego, fizycznego dowodu w strukturze piramidy, który potwierdzałby te wasze teorie bez potrzeby używania symulacji?