Przestańcie wmawiać nam, że stare modele klimatyczne wciąż działają
Słuchajcie, to jest dokładnie tak samo jak z kupowaniem używanego samochodu od kogoś, kto przysięga, że „auto jest igła”, bo przez dziesięć lat tylko jeździł nim do kościoła i z powrotem. Patrzysz na lakier, wszystko błyszczy, ale jak tylko otworzysz maskę i poczujesz zapach spalonego oleju, to wiesz, że ta historia o „idealnym stanie” jest warta tyle, co zeszłoroczny śnieg. I dokładnie tak samo czuję się, kiedy słucham tych wszystkich pewnych siebie zapowiedzi o nadchodzącym „Super El Niño”.
No bo spójrzmy na to na chłopski rozum. Mamy ten cały cykl – woda w Pacyfiku się nagrzewa, potem w jednym miejscu leje, w drugim wszystko wysycha, a meteorolodzy w telewizji z pełnym przekonaniem mówią nam, co nas czeka. Dlaczego są tacy pewni? Bo mają dane historyczne. Mają kilka „super zdarzeń” z przeszłości i na tej podstawie rysują mapy, wyliczają temperatury i mówią nam, że „tym razem będzie tak i tak”. No i wszyscy kiwamy głowami, bo przecież są ekspertami, mają wykresy i mądre nazwy.
Ale tu pojawia się problem, którego nikt głośno nie chce przyznać. Przecież my teraz nie startujemy z tego samego poziomu co pięćdziesiąt czy sto lat temu. Cała planeta jest cieplejsza. To tak, jakbyś chciał przewidzieć, jak zachowa się silnik w aucie, opierając się na instrukcji z lat 70., podczas gdy pod maską masz już zupełnie inną technologię i silnik pracuje na czerwonych obrotach przez cały czas. Czy naprawdę można brać stare schematy i nakładać je na dzisiejszą rzeczywistość, udając, że wszystko pasuje?
Słyszę, że niektórzy mówią o „zmianach reżimu klimatycznego”. Brzmi to dumnie, ale w praktyce oznacza jedno: „nie mamy pojęcia, co się stanie, ale nazwiemy to mądrze, żeby nie wyjść na niekompetentnych”. Twierdzą, że to może być zmiana permanentna, że ocean ostygnie, a świat i tak nie wróci do normy. Z drugiej strony mamy tych, którzy mówią, że natura jest odporna i wszystko wróci do normy, bo przecież ekosystemy radziły sobie z tym przez miliony lat.
I teraz zapytam: na jakiej podstawie oni to wiedzą? Serio. Jeśli cała ta wielka pewność opiera się na analizie trzech, trzech! super-zdarzeń z historii, to ja bym nie postawił na to nawet jednego złotego. To jest statystyka na poziomie wróżenia z fusów, a nie nauka. A jednak, kiedy włączasz wiadomości, słyszysz ton głosu, który nie znosi sprzeciwu. „Będzie tak i tak”, „Oczekujemy tego i tamtego”. Ta pewność siebie jest po prostu uderzająca.
Zawsze mnie irytowało to, jak ludzie potrafią z pełnym przekonaniem powtarzać wnioski, których sami nie potrafią wyjaśnić. Pytasz kogoś: „Słuchaj, a dlaczego uważasz, że stare modele wciąż działają, skoro baza temperatur się zmieniła?”, a on odpowiada: „Bo tak mówią modele”. No właśnie. Model mówi, bo ktoś go tak zaprogramował na podstawie danych z czasów, kiedy świat wyglądał inaczej. To jest błędne koło.
To jest trochę jak z remontem starego domu. Przychodzi fachowiec i mówi: „Panie, tu ściana wytrzyma, bo w tym typie budownictwa zawsze tak robili”. No super, że tak robili w 1950 roku, ale teraz ja chcę wstawić tu ciężką wannę i zburzyć ściankę działową. Czy to, że „zawsze tak robili”, gwarantuje, że mi się sufit nie zwali na głowę w nowej konfiguracji? No nie gwarantuje. A jednak ten fachowiec patrzy na mnie z politowaniem, bo przecież on „zna się na robocie”.
I tak samo jest z tym El Niño. Mamy narzędzia, które są w zasadzie mapami starego miasta, a próbujemy nimi nawigować po nowoczesnej metropolii, gdzie połowa ulic została przebudowana, a stare place zamieniono w parkingi. I wszyscy udają, że ta mapa wciąż jest aktualna. Bo przyznanie, że nie wiemy, gdzie jesteśmy, jest zbyt ryzykowne dla wizerunku „eksperta”.
Najbardziej bawi mnie ta wiara w to, że skoro coś działo się cyklicznie przez lata, to teraz też musi tak być. To jest takie naiwne podejście do świata. Świat nie jest zegarkiem, który zawsze tyka tak samo. Świat to chaos, który czasem udaje porządek, żebyśmy mogli spokojnie spać w nocy. A my kupujemy tę bajeczkę, bo wolimy pewną, choć błędną odpowiedź, niż uczciwe stwierdzenie: „Słuchajcie, nie mamy pojęcia, czy te stare reguły w ogóle jeszcze obowiązują”.
Więc tak, możemy dalej wierzyć w te prognozy i analizować trzecie z rzędu „super zdarzenie” z przeszłości, udając, że to wystarczy do wyciągnięcia wniosków na przyszłość. Możemy powtarzać te wszystkie mądre formułki o odporności ekosystemów albo nieuchronnych zmianach. Ale im więcej o tym czytam, tym bardziej widzę, że ta cała pewność to tylko fasada.
Skoro jedyną mapą, jaką mamy, jest zapis z czasów, gdy warunki na planecie były zupełnie inne, to z jakiej pychy zakładacie, że ta mapa wciąż prowadzi was w dobrym kierunku?