Kiedy eksperci nie chcą przyznać że nie mają pojęcia o czym mówią

Słuchajcie, to jest dokładnie tak jak z remontem starego domu – przychodzi fachowiec, patrzy na ścianę i z pełnym przekonaniem mówi, że „tu nie da się nic zrobić, bo fundamenty są z piasku”, a potem okazuje się, że poprzedni właściciel przez trzydzieści lat trzymał tam cały warsztat i nic nie pękło. No i człowiek się zastanawia, skąd ta pewność u gościa, który widzi tylko tynk, a nie to, co jest pod spodem.

Z tą całą archeologią jest teraz podobnie. Przez lata wmawiano nam, że jakś tak „naukowo” ustalono, że powyżej dwóch tysięcy metrów nad poziomem morza to już była dla naszych przodków ziemia niczyja. Marginalna strefa. Przejście. Ktoś tam wpadł przypadkiem, przejrzał okolicę, może coś zjadł i uciekał jak najszybciej w dół, żeby nie zamarznąć. Taka była oficjalna wersja. Wszystko jasne, poukładane, zamknięte w podręcznikach.

A potem nagle wyskakuje jakaś jaskinia, Cova 338 w Pirenejach, i nagle się okazuje, że ci „przypadkowi przechodnie” siedzieli tam przez pięć tysięcy lat. I to nie tak, że tylko przechodzili. Oni tam obrabiali miedź, mieli jakieś swoje symbole, stworzyli cały system ekonomiczny na wysokościach, które wcześniej uznawano za „niedościgłe” dla stałego osadnictwa. No i teraz zaczyna się najciekawsza część, bo zamiast powiedzieć: „Kurczę, myliliśmy się przez lata”, zaczynają to teraz tak naciągać, żeby pasowało do ich teorii.

Zauważcie, że to jest klasyka. Ktoś jest czegoś absolutnie pewien, a potem znajduje się jeden fakt, który do tego nie pasuje, więc zamiast zburzyć starą teorię, buduje nad nią jakąś nadbudowę. Mówią teraz, że to było „systemowe”, że mieli „planowane migracje”. Brzmi mądrze, prawda? „Systemowa organizacja”. Ja to widzę tak: to tak, jakbyś kupił auto, które psuje się co dwa dni, a sprzedawca wmawiał ci, że to nie wada konstrukcyjna, tylko „zaplanowany cykl serwisowy”. No nie do końca to trzyma się kupy.

Bo teraz słuchajcie: ta jaskinia nie była zamieszkana cały czas. Byli tam, potem znikali na długie okresy, a potem wracali. I tu jest ten pies pogrzebany. Jeśli to był taki genialnie zaplanowany system wydobycia miedzi, to dlaczego w cholerę zostawiali to wszystko na lata? Przecież jak masz w garażu maszynę, która zarabia pieniądze, to nie zamykasz go na klucz i nie wyjeżdżasz na dziesięć lat, żeby wrócić i sprawdzić, czy miedź jeszcze tam jest. To jest nielogiczne.

A do tego mają tam muszle z morza. Na dwóch tysiącach metrów. No i znowu – pewnie zaraz ktoś mi wyskoczy z wykładem o „logistyce prehistorycznej” i „wymianie handlowej”. Ale czy wy nie macie wrażenia, że ci ludzie po prostu chcą mieć gotową odpowiedź na wszystko? Że jak nie wiedzą, dlaczego ktoś zostawił cenne zasoby i uciekł w nieznane, to nazywają to „złożonym rozumieniem zasobów”, żeby nie przyznać, że po prostu nie mają pojęcia, co tam się działo?

Najbardziej bawi mnie ta pewność siebie. Ta niezachwiana wiara w to, że skoro mamy jakiś model w głowie, to rzeczywistość musi się do niego dostosować. Bo przecież „eksperci tak ustalili”. A ja tam wolę zaufać zdrowemu rozsądkowi. Jeśli coś nie pasuje do obrazka, to znaczy, że obrazek jest błędny, a nie że musimy go teraz tak wykręcać, żeby te dziwne fakty wcisnąć do pustych miejsc.

Wielu z was pewnie teraz myśli: „No tak, on nie rozumuje, nie rozumie skali procesów dziejowych, nie wie, jak działa archeologia”. Może i nie wiem. Może nie mam dyplomu z wykopisk. Ale widzę jedną rzecz: ludzie z ogromną pewnością powtarzają wnioski, których sami nie potrafią logicznie uzasadnić bez używania mądrych słówek. Twierdzą, że środowisko było „opanowane”, a jednocześnie mówią, że było „zmienne i niestabilne”. No jak można być pewnym obu tych rzeczy naraz? Albo panujesz nad sytuacją, albo jesteś zależny od pogody i kaprysów natury. Nie da się być jednocześnie panem i niewolnikiem góry.

To jest ten sam mechanizm, który widzimy wszędzie. Ktoś mówi: „To jest fakt”, a potem okazuje się, że ten fakt opiera się na domysłach sprzed trzydziestu lat, których nikt nie odważył się zakwestionować, bo tak było wygodniej. I tak kręcimy się w kółko, udając, że wiemy, jak żyli ludzie tysiące lat temu, podczas gdy jedyne, co naprawdę wiemy, to że w pewnej jaskini znaleźli miedź i muszle, a reszta to już tylko kreatywne pisanie opowiadań.

Szkoda tylko, że nikt nie ma odwagi powiedzieć głośno: „Nie wiemy, dlaczego to robili, i to jest w tym wszystkim najciekawsze”. Bo zamiast tego dostajemy gotowe schematy, które mają nas uspokoić, że świat jest przewidywalny i logiczny. A przecież życie rzadko kiedy jest logiczne.

Skoro więc to wszystko było tak perfekcyjnie zaplanowane i systemowe, to wyjaśnijcie mi jedno: dlaczego ktokolwiek w zdrowych zmysłach opuszczałby tak cenne źródło surowców na całe lata, skoro wiedział, że tam jest miedź i że potrafi ją obrobić?