Postawiłem koledze obiad, a potem usłyszałem, że „przecież to tylko kilka dych” — dopiero później zrozumiałem, że nie byłem pierwszy 😶🍽️💸
„Weź mi teraz zapłać, jutro ci oddam, bo znowu mi nie przeszła płatność” — powiedział do mnie kolega z pracy w barze mlecznym obok biura. Staliśmy już przy kasie, za mną ludzie, głupio było robić scenę. To nie były jakieś wielkie pieniądze, coś koło 34 zł za schabowego, zupę i kompot, więc machnąłem ręką. Powiedziałem tylko: „Dobra, ale jutro mi przelej Blikiem albo oddaj w gotówce”. Przytaknął od razu, nawet dodał: „Spokojnie, ja takich rzeczy nie przeciągam”.
No i przeciągnął.
Następnego dnia nic. Potem mówił, że zapomniał portfela. Później, że ma limit na koncie, bo mu jakieś raty zeszły. Innym razem, że „jak wrócimy z delegacji do Radomia, to ci oddam”. Ja też nie byłem bez winy, bo zamiast powiedzieć wprost: „Słuchaj, oddaj mi dzisiaj”, to zbywałem temat półżartem. Trochę dlatego, że nie lubię się upominać o pieniądze, a trochę dlatego, że sam kiedyś byłem w kiepskim momencie i kilka osób mi pomogło, więc nie chciałem od razu robić z 34 zł wielkiej sprawy.
Ale zaczęło mnie to uwierać nie przez kwotę, tylko przez podejście. Najgorsze było to, że kilka dni później widziałem, jak normalnie kupował sobie energetyki, hot doga na Orlenie i jeszcze opowiadał, że zamówił jedzenie z apki, bo mu się nie chciało gotować. Pomyślałem: „To naprawdę nie chodzi o brak pieniędzy”.
W końcu powiedziałem mu na przerwie: „Słuchaj, to może rozliczmy ten obiad dzisiaj, bo już trochę czasu minęło”. A on się zaśmiał i rzucił: „Marek, serio? Przecież to tylko parę dych. Oddam ci przy okazji”.
I to mnie właśnie uderzyło. Dla niego „tylko parę dych”, ale wydać swoich jakoś nie chciał. Odpowiedziałem już mniej spokojnie: „Dla mnie nie chodzi o kwotę, tylko o słowo”. On od razu się obraził, że robię problem o nic, że w pracy ludzie sobie pomagają i że przesadzam.
Myślałem, że może ja faktycznie za bardzo się spinam. W domu też usłyszałem od bliskiej osoby: „Jak cię to tak boli, to trzeba było od razu nie płacić”. I szczerze? Miała rację. Bo ja sam często zakładam, że jak ktoś coś obieca, to dotrzyma słowa. Trochę naiwnie.
Sprawa wróciła przypadkiem przy kawie w pokoju socjalnym. Jeden chłopak z magazynu usłyszał, o co poszło, i mówi: „Tobie też jest winny?”. Myślałem, że żartuje, ale zaraz druga osoba dorzuciła, że jej od dwóch miesięcy nie oddał za wspólną zrzutkę na prezent dla kierownika. Ktoś inny wspomniał o paliwie, bo zabrał się kiedyś autem do Łodzi na szkolenie i miał się dorzucić. Nagle wyszło, że to nie był jednorazowy przypadek, tylko taki jego sposób działania — małe kwoty, żeby ludziom było głupio się upominać.
I wtedy poczułem się naprawdę głupio. Nie dlatego, że straciłem te pieniądze, tylko dlatego, że dałem sobie wmówić, że przesadzam. Z drugiej strony nie chcę z niego robić potwora, bo to nie jest człowiek, który chodzi i wszystkich otwarcie oszukuje. On raczej cały czas liczy, że ktoś odpuści, bo „co to za pieniądze”. Może sam ma bałagan w finansach, może żyje od wypłaty do wypłaty, nie wiem. Tylko że to nadal nie daje prawa przerzucać tego na innych.
Ja też swoje dołożyłem do tej sytuacji. Po pierwsze, zapłaciłem pod presją chwili, choć mogłem powiedzieć: „Nie mam jak” i tyle. Po drugie, nie postawiłem granicy od razu, tylko przez tydzień udawałem luzaka, a potem we mnie narastało. Po trzecie, zamiast załatwić to raz konkretnie, liczyłem, że sam się domyśli. No nie domyślił się.
Na koniec podszedłem do niego ostatni raz i powiedziałem spokojnie: „Nie chodzi o te 34 zł. Po prostu nie chcę już więcej takich sytuacji. Skoro obiecałeś, to oddaj do piątku i zamknijmy temat”. Popatrzył na mnie jak na skąpca, ale następnego dnia faktycznie przelał mi pieniądze Blikiem. Bez słowa „przepraszam”, tylko sam przelew i tyle.
Od tamtej pory już nikomu w pracy nie wykładam pieniędzy, jeśli nie jestem gotów uznać, że mogę ich nie zobaczyć. Niby drobiazg, ale człowieka dużo uczy o ludziach i o sobie. Teraz się zastanawiam, czy wy też uważacie, że przy takich małych kwotach trzeba od razu odpuszczać, czy jednak chodzi tu bardziej o zwykłą uczciwość niż o same pieniądze?