Usłyszałem od własnej rodziny, że „przesadzam”, więc przestałem jeździć na niedzielne obiady. Do dziś nie wiem, czy postawiłem granicę, czy po prostu rozwaliłem rodzinę
Zaczęło się od kilku tekstów przy stole, a skończyło na tym, że siedziałem w aucie pod blokiem matki i nie mogłem zmusić się, żeby wejść. Chciałem tylko świętego spokoju, ale im bardziej próbowałem się dogadać, tym bardziej słyszałem, że to ja „robię problem” 😔🚗
Jeśli też mieliście sytuację, kiedy bliscy uparcie zaprzeczali temu, co dla was było oczywiste, przeczytajcie do końca i dajcie znać, co byście zrobili na moim miejscu 👇